1.
"Burmistrz Zdechlak"
Schwytany w chaos na rynku
Nie wiem co, nie wiem dlaczego lecz
Coś mi tu nie pasuje
Ich ciała skręcają się, wijące na tysiąc
Sposobów
Ich oczy przewracające się w nieobecnym spojrzeniu
Ach spójrzcie na ten tłum!
Niektórzy skaczą w górę wołając "my
Toniemy w potoku krwi"
Inni na kolanach, widzą zbawcę
Wychodzącego z błota
Och, matko, to mi duszę zżera
Nie ma porządku ni prawa,
Kontrolę zaraz utracę,
Co mogę zrobić, aby plagę tę zatrzymać,
Powstałą z jednego
Spojrzenia
Tylko spojrzenia i wtedy ten dreszcz przejmujący
Do szpiku kości
Ach patrz, już wyruszyli
Czy oszalałeś, Bruderschaft?
Lepiej porzuć zamkowy teren
"Oto Zdechlak, burmistrz, mam zamiar
Utrzymać go w ryzach, potwora,
Ktoś robi tu sabotaż, trzeba to
Wyrzucić z miasta"
Nikt nie wie o co chodzi, ale nic nie szkodzi
Ja się dowiem.
To straszna rzecz, powiem wam na tym poziomie
To jest naprawdę zaraźliwe, musi być dziełem diabła
Lepiej odejdź teraz, znajdź kobziarzy, każ im grać
Zdaje mi się, że muzyka uspokaja ich, poza tym nic
Och, pozamykajcie drzwi!
"Próbowaliśmy napojów leczniczych
I woskowych figur, ale nikt
Nie mógł znaleźć lekarstwa
Matko proszę, to choroba ich zmusza
Do łamania wszystkich moich praw
Sprawdź, czy umiesz odłączyć wynik
A ja pójdę za nimi, bo
Nikt nie wie o co chodzi, ale nic nie szkodzi
Ja się dowiem"
"Wzgórze Solsbury"
Wspinając się na wzgórze Solsbury
Całe miasto mogłem widzieć z góry
Wiatr wiał, czas stał
Z nocy wyfrunął orzeł,
Zbliżył się, usłyszałem głos
Napinający każdy nerw,
Słuchać musiałem, wyboru nie miałem
Nie wierzyłem informacji
Musiałem wierzyć imaginacji
Serce biło mi bum-bum, bum
"Synu" - rzekł mi - "zbieraj rzeczy,
Przybyłem by zabrać cię
Tam gdzie twój dom"
Zdecydowałem się nie odzywać
Przyjaciele pomyśleliby, że fioła mam
Zmienianie wody w wino,
Otwarte drzwi zamkną się wkrótce
Więc szedłem z dnia do dnia
Choć moje życie utartą szło koleją:
Aż zdecydowałem co powiem
Które połączenia przetnę
Poczułem się częścią scenerii
Wyszedłem z maszynerii
Z sercem co biło bum-bum, bum
"Synu" - rzekł mi - "zbieraj rzeczy,
Przybyłem by zabrać cię
Tam gdzie twój dom"
Gdy iluzja swą napina sieć
Nigdy nie ma mnie tam, gdzie chciałbym być
A wolność kręci piruety
Gdy myślę, żem już wolny jest
Obserwowany przez puste sylwetki
Co oczy mają zamknięte, ale nadal widzą,
Nikt nie nauczył ich etykiety
Pokażę innego siebie
Dzisiaj zastępstwa nie potrzebuję
Powiem im co uśmiech na mej twarzy znaczył
Moje serce bije bum, bum, bum
"Hej" - powiedziałem - "możecie zabrać sobie
Moje rzeczy,
Przyszli zabrać mnie do domu"
"Nowoczesna Miłość"
Hej, ja jestem tak brudny, ty tak czysto wyglądasz
Wszystko co możesz dać mi,
To w twej pralce przejażdżka
Lecę ci ja do Rzymu z moją ślicznotką
A ona mnie w deszczu zostawia za składaną parasolką
Och, co za ból
Nowoczesna miłość to dopiero problem
Ufałem, że ma Wenus jest w swej muszli nietknięta
Ale perły, perły w jej ostrydze były całe lepkie
Jak cholera
Do Lady Godivy incognito przybyłem
Lecz jej szofer skradł już jej rozpalone magnesy
Och, co za ból
Nowoczesna miłość to dopiero problem
Nie wiem dlaczego zostawiają mnie bez pomocy
W moich poszukiwaniach
Do szału mnie to doprowadza
Szkoda, że kiedy mam w sobie tyle namiętności
Romans już całkiem wyszedł z mody
A nowoczesna miłość mi nie wychodzi
Więc uwielbiam Dianę przy świetle księżyca
Kiedy kobzę wyciągam, ona piszczy fałszywie
A w Paryżu serce mi staje gdy Mona Liza
Mruga do mnie i wskazuje lodówkę
Och, co za ból
Nowoczesna miłość to dopiero problem
"Przepraszam"
Przepraszam
Państwo zużywacie moją radość życia
Wyłapując moje dobre lata
Pragnę pozostać sam
Przepraszam
Nie jestem już tym, kim byłem
Ktoś inny we mnie wlazł znów
Pragnę pozostać sam
Przepraszam uprzejmie
Szukam Los Angeles
Skąpanego znów w grzechu
Pragnę pozostać sam
Dostaliście forsę z powrotem, O.K.
Po cholerę mi Cadillac
Otrzymałem lekarstwo, po którym przejrzałem
Dzwońcie do mnie na Alaskę
Jeśli wszystko się poukłada
Przepraszam uprzejmie
Pan stoi na moich wspomnieniach
Pamiątki kradną mi znów
Pragnę pozostać sam
Dostaliście forsę z powrotem, O.K.
Po cholerę mi Cadillac
Otrzymałem lekarstwo, po którym przejrzałem
Dzwońcie do mnie na Alaskę
Jeśli wszystko się poukłada
"Z Nudów"
Widziałem faceta na lotnisku Kennedy'ego
Zabrał ci wczoraj bilet
Z nudów
Jadę tandemem z byle kim, byle gdzie
Rzeczy nie idą tak jak tego chcę
Z nudów
Hej, Valentina, czy chcesz abym żebrał
Gotuję przecież, jestem już jajkiem na twardo
Z nudów
Opróżnij mój umysł, tak ciężko mi żyć
Posłuchaj serca - stetoskopu nie potrzeba
Opróżnij mój umysł, tak ciężko mi żyć
Posłuchaj serca - stetoskopu nie potrzeba
Z kobiety mężczyzna się poczyna
I resztę życia spędza na powracaniu tam,
Gdy tylko może
Jak łuk, jak gołąb
Na górze jak w dole
Z czarnej dziury
Z bajora
Z czarną duszą
Ona w węglu się pali, się pali
Gdy w słońce jechałem
Nie miałem odwagi spojrzeć na początek
Zagubiony wśród ech nieobecnych rzeczy
Szukając dźwięku, co w powietrzu tworzy kształt
Z białej gwiazdy
Nadchodzi wołanie
Nasza ameba
Moje małe kochanie
"Wolno Tlący Się"
Jesteśmy aktorami z Wieży Babel
Zdumionymi, spalonymi, zaledwie zdolnymi
Siedzieć sztywno na linie,
Ciężko utrzymać równowagę
Oczami łzawiącymi, poprzez szkła pęknięte
Patrzyliśmy jak czasy przyszłe tworzysz
Widzieliśmy pocałunki ognia spływające ci z warg
I już wracasz opowiedzieć mi twą Apokalipsę
Nie zrozum mnie źle, będę silny
Gdy wolno tlący się zachód nadejdzie
Musisz zostać na noc
Muszę myśleć, że może zostaniesz
Próbowaliśmy różnych rachunków i pigułek
Próbowaliśmy kręcić filmy przez destylatory
Ale słowa padają jak kamienie, podskakując
U naszych stóp
Okrywając nasze uczucia mroźnym prześcieradłem
Jeden ruch i jeden strzał
Ja ostygłem, a ty się rozgrzałaś
Wyglądamy na zewnątrz, obudzeni
Patrz ptaki kruszą powierzchnię milczącego jeziora
Nie zrozum mnie źle, będę silny
Gdy wolno tlący się zachód nadejdzie
Musisz zostać na noc
Muszę myśleć, że może zostaniesz
Nie staraj się niczego ułatwiać, gdy przycinam cię
Do właściwych rozmiarów
Kochanie, w coś musisz wierzyć
Ty strącasz w dół nasze nieba
Strącasz w dół nasze nieba
"Czekając Na Coś Wielkiego"
Wino jest całe pijane i ja taki jestem
Tu w tym całym bałaganie, nie pytaj dlaczego
Obchodzimy, celebrujemy koniec roku
No, mniej więcej
Niektórzy już poplątani
Chyba czekają na coś wielkiego
Ciekawe czemu mi zimno. Skąd wziąłem się aż tutaj?
Nie miałem forsy, ani auta
Modlę się aby szedł show, źle jeżeli stanie
Bo idą "na nosa", na wyschnięte róże
- Jak mówią ludzie
Pewnie mam nadzieję, że Mojżesz wie co robi
Albo będziemy wszyscy czekać na coś wielkiego
Kiedyś przynosiłem zaszczyt mojej karcie kredytowej
Wydawałem czego nie miałem, nie było to trudne
Nie wierzyłem w osądy, nie wierzyłem w forsę
Kiedyś odnajdę siebie, jak pszczółka znajduje miód
Lecz w międzyczasie
Chcę bawić się
Czekając na coś wielkiego
O jednego za dużo, gdy mi ego wyłazi
Szukając czegoś realnego
Nie wychodzi z tego co robię
Nie ma porozumienia, z mojej twarzy nie wychodzi
Zaczynam myśleć, że jestem nie na swoim miejscu
Nie będę wchodził w to za daleko,
Chcę trochę się przespać
Aby być gotowym na to duże
Czekając na coś wilekiego
"Tam W Dolce Vita"
"Hej Mac" zobaczymy się w Dolce Vita
"Wracaj, nie mamy czasu,
Bo słyszę, że wysyłamy bohaterów, którzy
Po roku próbują już tylko
Znaleźć sposób na przetrwanie"
"Do zobaczenia" - powiedziało czterech
Do swych rodzin
"Trzymajcie się, aż wrócimy
A jeśli nie, zaopiekujcie się dziećmi
Do tego czasu miejcie nadzieję i módlcie się byśmy
Znaleźli sposób na przeżycie"
"Oszaleliście chłopaki!"
Okrzyki - i oto z portu wypływamy
Pełni wątpliwości
A morze ściera powitanie
Jeśli nadejdzie piekło, będziemy łatwym łupem,
Próbując
Znaleźć sposób na przeżycie
"Nie widzę nic" - krzyczy Aaron zza okularów
"Nie walcz" - mówił uśmiech Gorhama
Cały czas jego ręka była na moim ramieniu
Bałem się, że będę łatwym łupem, próbując
Znaleźć sposób na przeżycie
"Oszaleliście chłopaki!"
Dłoń kapitana wskazała miejsca chłopakom
Powiedział - "zajrzyjmy no za twoją twarz"
Szczelnie zapełnili kąty, byli wszędzie wokół
W oczekiwaniu na dzwon o północy
"Oto Nadchodzi Potop"
Gdy nadchodzi noc
Rosną sygnały w radiach
Wszystkie dziwne rzeczy
Przychodzą jak ostrzeżenia
Zagubione rozgwiazdy nie mają się gdzie ukryć
Czekają wciąż na przypływ wielkanocy
Nie ma co mówić o kierunku, nie możemy nawet
Wybrać strony
Poszedłem starą drogą
Płytkim brodem poprzez wodę
Na klifowych przestrzeniach
Synowie i córki starzeli się
Fale żelazne do nieba się wzbijały
I gdy w chmury wbiły się gwoździe
Spadł ciepły deszcz i przemoczył cały tłum
Boże, nadchodzi potop
Pożegnamy się z ciałem i kośćmi
Jeśli morza uciszą się znowu
W jakimkolwiek spokojnym życiu
Przeżyją ci, co swą wyspę oddali
Pijcie do dna marzyciele, będziecie uratowani
Gdy nadchodzi potop
Nie macie domu i nie macie ścian
W grzmotach burzy
Jesteście tysiącami w błyskawicach
Nie bójcie się płakać od tego widoku
Odeszli aktorzy, teraz tylko wy i ja
Jeśli poddamy się przed świtem, zużyją to
Czym byliśmy
Boże, nadchodzi potop
Pożegnamy się z ciałem i kośćmi
Jeśli morza uciszą się znowu
W jakimkolwiek spokojnym życiu
Przeżyją ci, co swą wyspę oddali
Pijcie do dna marzyciele, będziecie uratowani