Misplaced Childhood (Zabłąkane dzieciństwo)
1.
Skulony bezpiecznie w jedwabnym kimonie
W bransoletach dymu, nic już nie rozumiem,
Syty nikotyny, dawno łez nie ronię,
Bezpieczny słowami, słów własnych się uczę,
Bezbronna ofiara okrutnego żartu.
Skulony bezpiecznie w jedwabnym kimonie,
W koszmarze porannym, bez gwiazd mrużę oczy.
Duch dzieciństwa zbłąkanego wstaje, aby mówić
Sierocie serca złamanego, bez złudzeń, rannemu
Uciekinierowi, uciekinierowi.
Czy pamiętasz serca na murze kredą rysowane?
Rankiem szkolne korytarze w księżycu skąpane?
Kwiaty wiśni na rynku, co wiosną spadały,
Jak confetti w twych włosach mi się wydawały?
Ale powiedz, czy ci czasem serca nie złamałem?
Przebacz mi i uwierz, że nigdy nie chciałem.
Przykro mi, bo przecież bardzo się starałem.
Lecz ty złamałaś mi serce...
Kayleigh, czy już za późno jest na przepraszanie?
Czy jeszcze kiedyś będziemy ze sobą?
Już dłużej nie mogę, nie umiem udawać,
że odszedłem, bo więcej nie chciałem być z tobą.
Kayleigh, nigdy nie myślałem, że tak będę tęsknił,
Bo, Kayleigh, wierzyłem w wieczną naszą przyjaźń.
Mówiliśmy: "nasza miłość przetrwa wieki",
Więc dlaczego tak szybko, tak gorzko przemija?
Pamiętasz, pod gwiazdami, boso w trawie, w rosie?
Pamiętasz, jak mnie całowałaś w Belsize na podłodze?
A to, jak w baletkach na śniegu tańczyłaś,
Że już muszę do domu, nigdy nie wierzyłaś?
Ale powiedz, czy ci czasem serca nie złamałem?
Przebacz mi i uwierz, że nigdy nie chciałem.
Przykro mi, bo przecież bardzo się starałem.
Lecz ty złamałaś mi serce...
Kayleigh, chciałbym ci tylko powiedzieć "przepraszam",
Ale, Kayleigh, boję się do ciebie zadzwonić
I usłyszeć, że chcąc rozdarcie załatać
masz już kogoś innego na mym miejscu w domu.
Kayleigh, wciąż próbuję pisać miłosną piosenkę,
Nawet bardziej, Kayleigh, niż gdy z tobą byłem.
Może ona powie, że mieliśmy rację,
A może dowiedzie, że się pomyliłem.
Spacerem przez park szedłem marząc o iskierce,
A w uszach grało mi szemranie fontanny
Wśród letnich trawników błyszczącej kroplami.
Usłyszałem dzieci, śpiewały piosenkę,
A wesoło śpiewając, przebiegły przez tęczę,
A piosenkę śpiewały właśnie tę dla ciebie.
Tak mi się zdawało - piosenkę dla ciebie,
Właśnie tę, którą pragnąłem napisać dla ciebie.
Lawenda błękitna, dana dana, lawenda zielona,
Kiedy będę królem, dana dana, ty moja królowa.
Grosz za twoje myśli, miła,
Grosz za twoje myśli, miła,
Wszystko za twą miłość, wszystko za twą miłość.
Lawenda zielona, dana dana, lawenda błękitna,
Ty będziesz mnie kochać, dana dana, a ja ciebie, śliczna.
Grosz za twoje myśli, miła,
Grosz za twoje myśli, miła,
Wszystko za twą miłość, wszystko za twą miłość.
I. KRÓTKIE SPOTKANIE
Pająk ślepo wędruje w cieple cienia,
Nie jak stwór królewski z pogranicznej groty,
Ale biedne, zbłąkane bez celu stworzenie,
Znajomy nieznanego szkockiego poety.
Mgła gęstym obłokiem wypełza z kanału
Jak odwieczny duch pierwszego romansu,
Potem znika w kaskadzie neonowych pyłów.
Ja przy telefonie czekam niczym ojciec,
Lecz goździk dla ciebie już gnije w wazonie.
II. STRACONY WEEKEND
Pociąg drzemie leniwie na bocznicy,
Maszynista sączy kolejne tanie piwo,
Zmywa pamięć piątkowej nocy w klubie.
Kwiatem ulicy była lat szesnaście mając
Lat trzydzieści cztery, nadal ulicznica,
Matka jeszcze wczoraj piękną ją nazwała,
A ojciec tylko wycedził: "To dziwka".
III. BŁĘKITNY ANIOŁ
Niebo w Lyonie było zasnute chmurami
Tamtego dnia, gdy spotkałem Magdalenę.
Stała nieruchoma w mdłym świetle latarni,
Nie chciała powiedzieć swojego imienia.
Bransoletę miała z sińców fioletową
Odciśniętych brutalnie na białym ramieniu.
Dwieście franków w świątyni, wiodła mnie za sobą
Tam gdzie nikną smutki wśród tańczących cieni
I pośród świec płomiennych języków słyszałem
Głos szeptem do ucha: "Twe serce ocalę".
IV. POMYLONA RANDKA
Za późno już skrobać słowa na papierze,
Coś się ugina, pęka pod naciskiem,
Już widać pęknięcia, a więc koniec bliski,
Za późno ratować...
Gwiazdą w trzy dni być miała, ale jej nie chcieli,
Prysnął sen - wykpili, bez niej odlecieli
Odeszli bez słowa.
Więc jeszcze jedno bez sensu spotkanie,
I jeszcze jedna randka pomylona,
Z tobą,
Obok ciebie spędzona.
V. KCIUK NA WIETRZE
Na obrzeżach nicości,
Na objeździe dokądś,
Na granicy niezdecydowania,
Zawsze wybiorę okrężną drogę.
Czekam na deszcz,
Bo urodziłem się z nawykiem,
Kciuk na wiatr wystawiam
Na znak, gdy deszczu pierwsze krople.
Niech pada...
I. CWANIAK
Cwaniakami urodzonymi z sercami Lothianu,
Tak, cwaniakami byliśmy z sercami Lothianu,
O, cwaniakami niewątpliwie z sercami Lothianu.
Szósta wieczorem wśród miejskich wieżowców,
Stalagmitów kulturowego szoku,
Gdy miotacze świateł fantazji gną się, wiją
Tryskając hormonami na perfum uniform,
Gdy anarchia w Royal Mile śle uśmiechy,
Gdzie czekają na takich drani, łotrów i cwaniaków,
Kowbojów, co szukają wieczornej uciechy
U pań, które szczęśliwie złapią dziś chłopaków,
Tam cele piątkowe z pewnością zaliczą.
I ja się urodziłem z tym sercem Lothianu.
Tak, urodziłem się z sercem Lothianu.
O, z sercem Lothianu...
Tak, urodziłem się z sercem Lothianu,
Z tym sercem Lothianu.
II. WOŁANIE O BIS
Facet z piśmidła zdjęcie chce ci zrobić,
pókiś taki ładny, zanim chwila minie,
"Bo jak aktor wyglądasz, prościutko na plakat",
A czujesz się jak pijak w najgorszej melinie.
Jak się tu znalazłem, po co siedzę tutaj?
Dlaczego puścili playback na koncercie?
"Wiesz, chłopaki chcą lecieć gdzieś do mokrej dziurki.
Chodźmy!"
Ach, smutne miał oczy człowiek w lustrze...
Taksówki zjeżdżają z szyderczą powagą
Pogrzeb to, a mizdrzą się na grobie cnoty
Raj to był stracony, czy raj, który znajdą?
Szacunek zyskaliśmy, czy trwamy przy swoim?
Miłość odnalazłaś, lub tylko tak czułaś
A cwaniacy twe serce, na ręku tatuaż
Więc kiedy myślisz, że czas iść,
Kiedy myślisz, że czas iść,
Nie dziw się, że nie chce cię nikt.
Wielebny handluje, sprzedaje omamy
Łypiąc na kelnerkę, żywą lalkę Barbie
I anioły przy barze, martini i wdzięki,
I kłamliwe słowa, i kłamliwe gesty
I gapią się na wersety,
Tanie wino,
Cwaniaków,
Co za zbrodnie swe noszą ślady ich buziaków.
Więc kiedy myślisz, że czas iść,
Kiedy myślisz, że czas iść,
Nie dziw się, że nie chce cię nikt.
Miłosna piosenka, której wartość mija
Kłamie, że nic nigdy dla mnie nie znaczyłaś
Słaba, dziecko valium, znudzona zderzeniami
Zabłąkany snop światła, diament w lód schwytany
W cienkie białe linie lustro popękane
A ja chciałem tylko, byś mi pierwszą była
Ach, jak bardzo chciałem, byś mi pierwszą była
Lecz popioły płoną, odchodzą w niepamięć
Tak, popioły płoną, odchodzą w niepamięć
Styl życia odarty z ostatków prostoty
Lecz nie oczekuję od ciebie litości
Nie potrafiliśmy ze sobą rozmawiać
Rozdzieleni przez wszystko, co miało nas scalać
Władcą poza sceną, w słowa uwikłany
Jestem zbyt na zewnątrz i wewnątrz schowany
Chociaż chciałem tylko, byś mi pierwszą była
Wierz mi, chciałem tylko, byś mi pierwszą była
Ale mosty płoną, ich pamięć przemija
Nasze mosty płoną, ich pamięć przemija
I. WOKAL W KRWAWYM ŚWIETLE
Nocą powiedziałaś, że zimny jestem, obcy
Jakbym był myślami daleko od ciebie
A ja chcę być wolny, szczęśliwie samotny
Czy już nie potrafisz dalej żyć beze mnie?
Zostaw mnie samego z moimi myślami,
Uciekam od ciebie, nie zostanę za nic
Tak ratuję siebie, uratuję siebie.
II. OBCY PRZECHODNIE
Rozpięty pod naszyjnikiem świateł karnawału
Zimny księżyc wisi gdzieś na skraju nocy
Nie mam więcej siły, aby walkę toczyć
Więc obcymi jesteśmy teraz przechodniami,
Osobne stoliki, mijamy spojrzenia
I pieśni miłosne dla obcych piszemy,
Dla tych obcych przechodniów, co już są za nami
A kłamstwa skrzą się mokrymi kroplami
Błyszczą atramentem na papierze białym.
III. MYLO
Ach, pamiętam Toronto w dniu, gdy odszedł Mylo
Siedzieliśmy milcząc, płacząc do słuchawki
Nigdy nie czułem się samotny bardziej
On pierwszy z nas odszedł, on pierwszy przeminął
Niektórzy z nas gasną w blasku zapomnienia,
A inni odchodzą w ciemności sukcesu
To jest cena niesławy, granica obłędu
I kolejny hotel bezdomnym jest domem
Facet mikrofonem grozi mi jak bronią
"Mów do mnie, wyjaw swą historię"
Więc o bólu mówiłem i coś o sumieniu,
A on gapił się w okno, pierwsze krople deszczu
Pomyślałem, że chyba zaraz oszaleję
Więc chwyciłem butelkę, a on do drzwi ruszył
Tabletki nasenne nadepnął, pokruszył,
Podnosząc te okruchy, paskudnie zakląłem.
IV. CHÓD PO OKRĘGU
Byłoby to niezwykłe, gdybyśmy tak mogli
Wyśledzić raz jeszcze przeżyte tu chwile
Wszystkie swe zderzenia
Zmęczony, zmęczony tak jeszcze nie byłem
Nie wiedziałem, że mogę tak daleko chodzić
Wokoło okręgu
Czuję, jest ktoś tutaj, ktoś z przeszłości, z dawna
Okryty tajemnicą, bezwiednie przybywa,
To dziecko, moje dziecko, to moje dzieciństwo
Zbłąkane dzieciństwo, oddajcie mi dzisiaj.
Dzieciństwo, dzieciństwo, zbłąkane dzieciństwo
Oddajcie je dzisiaj, oddajcie mi dzisiaj.
V. PRÓG
Widziałem w pralni wdowę po żołnierzu
Sprać chciała wspomnienia z ubrań swego męża
Medale upięte na wytartym płaszczu
Jej gardło ściśnięte, a oczy jak cmentarz.
Widziałem konwoje na niemieckich drogach
Jadące na wojnę, by wojnę wywołać
Aby zemstę wywrzeć, upokorzyć wroga...
Ja już dłużej nie mogę, znieść tego nie zdołam.
Widzę białe flagi ponad fabrykami
Łyżki zupy trzymane przy ustach biedaków
Dzieci pustych oczu, gwałtu ulicami
Czy ktoś o tym myśli? Ja już nie potrafię!
Może "do widzenia" już powiedzieć mamy?
Widzę księży, przywódców? Martwych bohaterów
W plastykowych workach czarnych pod flagami
Widzę dzieci płaczące, wyciągają ręce
Poparzone napalmem, choć to nie w Wietnamie
I już dłużej nie mogę! Mam się zgodzić na to?
Mam usprawiedliwić?
Dłużej się nie dziwić?
I to mi każą nazywać ich cywilizacją!
Wreszcie nastał ranek
Zastał mnie z mym żalem
Za dzieciństwem, które, przepadło - myślałem
Wyjrzałem więc oknem
Na tęczę i srokę
Przestawało padać
Już nie byłem sam
Odwróciłem się wolno, stanąłem przed lustrem
I ujrzałem ciebie, dziecko, co kochało
Dziecko, zanim życie serce mu złamało
Moje serce, które miałem za stracone
Hej, ty, zaskoczony? Zupełnie zdumiony?
Bo znalazłeś odpowiedź na wszystkie pytania
A odpowiedź w twych oczach wciąż była schowana
Czy nie wiesz, że wtedy mogłeś wrócić do niej?
Lecz to przypomnieniem byłoby problemów
Które dobrze znałeś, wróciłbyś nieszczerze
Bo ona dążyć musi sama do swych celów
A ty także własną drogę znów obierzesz
Teraz widzę siebie, mogę zrobić wszystko
Nadal jestem dzieckiem
Bo z wszystkiego kierunek zabłąkał się tylko
Lecz znalazł się wreszcie
Bez końca dzieciństwo
Przyjacielu z dzieciństwa, poprowadź, poprowadź!
Hej, ty! Jesteś znowu!
Odrodziłeś się teraz pod tęczą i sroką
I wiesz już dlaczego musisz znów stąd odejść
Znalazłeś pochodnię, światło przeznaczenia
Płonące w popiołach, przeszłości wspomnieniach
I pragniesz świat zmieniać
Na śmierć się skazałeś, buntownik złamany
Gdy się oglądałeś w przeszłości omamy
Lecz masz światło teraz
To ty, naprawdę, dziecko, co kochało
Dziecko, zanim życie serce mu złamało
Nasze serce, które miałem za stracone
Teraz widzę siebie, mogę zrobić wszystko
Nadal jestem dzieckiem
Bo z wszystkiego kierunek zabłąkał się tylko
Lecz znalazł się wreszcie
Bez końca dzieciństwo
Przyjacielu z dzieciństwa, poprowadź raz jeszcze!
W osiemdziesiątym pierwszym wybiegłem na ulicę
Koronę poety znalazłem i w rynsztoku serce
Pocałunków drut kolczasty poczułem, jak lód łzy
Gdzie byłem przez te lata? Gdzie powinienem być?
Ujrzałem polityków obłudę, polityczne kłamstwa
Lecz zetrę z ich oczu ten uśmiech zarozumialstwa
I poniosę wasze białe pióra tchórzów
I poniosę wasze białe flagi w górze
I przysięgnę, że nie mam już narodu
Lecz mam serce i sercem się chlubię
Moim sercem - więcej go nie zgubię
Nam nie trzeba waszych mundurów, tej maskarady
Podzieleni upadaliśmy, lecz razem damy radę
I poniesiemy wasze białe pióra tchórzów
I poniesiemy wasze białe flagi w górze
Przysięgniemy, że nie mamy narodów
Nasze serca - w nich nosimy swą dumę
I poniesiemy wasze białe pióra tchórzów
I poniesiemy wasze białe flagi w górze
Przysięgniemy, że nie mamy narodów
Nasze serca - w nich nosimy swą dumę
Mamy serca, nasze serca
Już nam ich nie odbiorą więcej
Nie ukradną ich nigdy więcej
I nie przestraszę się, nie odejdę
Nigdy więcej.