1.
Szaleniec porwał świat
A ja zgubiłem ostatnią z jego map
Czułem jak bardzo nie powinienem
A jednak stało się
To uczucie pojawiło się, gdy na moment się oderwałem
Nic na pozór się nie zmieniło
Mógłbym przyrzec
Więc jak do tego doszło?
Nie czuję własnych myśli
Zniknąłem
Moje ciało przestało istnieć
Przewodnikiem duszy stały się jedynie oczy
Unoszony nieruchomo w powietrzu, podglądałem
Niczym zimny duch
Otwarte na świat ulice
Wenecji, Wiednia,
Budapesztu, Krakowa i Amsterdamu
Stałem się niewidzialną istotą
Ślepe serce biło na tle dawnego mnie
Puls uderzał tak cichutko, że stał się niewyczuwalny
W tłumie wykrzyknąłem swoje imię
Lecz nikt nie zwrócił na to uwagi
Nikt nie zrozumiał
Gdy stanąłem pośrodku drogi
I powstrzymując strach
Nadaremnie chciałem, by pędzące samochody mnie dostrzegły
Usłyszę Twoją modlitwę,
Gdy wyszepczesz ją w samotności
Jestem przecież tym, który był Ci najbliższy
Zawsze przy Tobie
Gdy zapaliłaś gwiazdę
Niczym błogosławieństwo nocnego nieba
Poczuję Twój zapach, gdy zdecydujesz się odejść
Zobaczę to
Gdzieś z góry
Gdy przejdziesz przez jesienny park
Zamykając oczy
Widzę gdzie mieszkasz
Wspinając się po rozgwieżdżonym niebie
Wprost do Twojego mieszkania
Poczuję zapach przygotowanej
Dla niego kolacji
Z przerażeniem dojrzę
Jak potrafi być dla Ciebie okrutny
Lecz cisza nie pozwoli mi na nic..
Nie powstrzyma go moja podniesiona ręka
Gdy będziecie się kochać
Nie ma mnie
W bezsilności
Cóż mogę zrobić..
Krzyknę do Twojego ucha
Gdy przejdziesz obok
Obejmę Cię ramionami
Lecz nie usłyszysz, nie poczujesz mnie
Idąc krok w krok za Tobą
Podam Ci rękę
Gdy się poślizgniesz
Lecz nie potkniesz się już przeze mnie
Stałem się niewidzialną istotą
To wszystko czym jestem
Nie-istnieniem
Przeliterowałem wszystkie Twoje listy
Wiem, czego się nauczyłaś
Wyśniłem Twoje sny
A w mojej głowie
Pozostanie jedynie pewność
Że jestem całkowicie normalny
Lecz stałem się niewidzialny
Opanowało mnie nie-istnienie
Porozmawiaj ze mną
Zauważ mnie
Zaufaj mi..
Lub zostaw na zawsze..
Ogarnięty ciemnością
Czuję coraz większą pustkę
A Ty niewidzialna przychodzisz do mnie
Tak cicho..
Zostań ze mną
Wyszepcz, że oto jesteś
Pozwól umknąć samotności
Ludzie myślą, że są Kimś
Ty pozwoliłaś mi tak poczuć
Lecz wciąż czuję się tak bardzo sam
Gdy w pokoju zostaję jedynie z ciemnością
Wypełniasz duszę iskrą, która pozwala mi trwać
Sprawiasz, że składam się z czegoś więcej niż tylko z pustego ciała
W takiej chwili
Każdy głupiec potrafi to dostrzec
Każdy głupiec zauważy
Twoją miłość we mnie
Przez te wszystkie lata
Tuż przed moimi oczami
Na wyciągnięcie dłoni
Nawet, gdy zaprzeczałem
Moje serce wiedziało lepiej
W takiej chwili
Każdy głupiec jest w stanie dostrzec
Każdy głupiec zauważy
Twoją miłość we mnie
Chcę być kimś
Kimś kto chce być
Kimś kto bardzo chce kimś być
Wendy
Kochanie
Krzątasz się w kuchni
Ze swymi marzeniami
Odlecisz znów?
Weźmiesz mnie znów do gwiazd?
Zapomnieć
Raz na zawsze
Ponownie odrzucić
Wydawało się, że jeśli będziesz dla mnie
Taką, jaka jesteś naprawdę
Zniosę wszystko
Wszystko wytrzymam
Gdy tylko będziesz obok
Lecz kiedy odeszłaś
Nigdy nie wylądowałem
W naszym nieistniejącym świecie...
Chcąc być kimś
Kimś kto chciał być
Kimś kto bardzo chciał kimś być
W tamtej chwili
Każdy głupiec był w stanie dostrzec
Każdy głupiec by zauważył
Twoją miłość we mnie...