Antologia tekstów utworów spoza albumów autorskich
1.
"Uderzenie Bicza"
Nie w lewo, skręć w prawo,
Jedziemy przez noc,
Jesteśmy w podróży z Fredem.
Zawsze, wszędzie,
On dowiezie cię tam na pewno -
To jest podróż z Fredem.
Kiedy jego stopa wyciska gaz do ostatka,
Nadchodzi zakręt
Uderzenie bicza!
On dojedzie wszędzie,
Ale o to nie dba -
To jest podróż z Fredem
Przez deszcz i śnieg i mgłę
Siedzisz i modlisz się do Boga
I wierzysz we Freda.
Musisz zamknąć oczy,
Wtedy nigdy nie zaskoczy cię:
Uderzenie bicza!
Gryź paznokcie aż do kości,
Stoisz po złej stronie drogi -
Po właściwej stronie Freda.
Wypadek już blisko
Modlisz się, aby wytrzymały hamulce -
W czasie podróży z Fredem
A potem drzemka za kołem,
On by wolał :
Uderzenie bicza!
Nie w lewo, skręć w prawo,
Jadąc przez noc -
W podróży z Fredem
Zawsze, wszędzie,
On dowiezie cię tam na pewno -
W podróży z Fredem
On ma telefon w samochodzie
Ale ty modlisz się, aby nikt nie zadzwonił, po:
Uderzenie bicza!
Dryń... dryń...
"JACK I JILL"
Mnie i mojej żonie spełniło się marzenie
Ja i moja żona, po prostu, kupiliśmy
Pokój z widokiem
Każde z nas miało swe własne zasady
To był jedyny sposób, według którego
Umieliśmy postępować
Żyjąc w zgodzie ze swoimi zasadami
Przenieślimy dom na wzgórze.
Ale kiedy to wszystko zamienia się w
Ruinę to marzenia umierają
Dusze, jednak, pozostają mocne, możemy
Chodzić z podniesionym czołem
I patrzeć na siebie bez wstydu
Z sumieniem tak czystym jak nasze ideały i cele.
Gdzie idziesz przy końcu dnia
Kiedy twój świat leży w gruzach?
Czy możesz się podnieść, otrzeć łzy z oczu
Przecież to tylko podnóże wzgórza.
Niektórzy ludzie nie chcą mieć wspomnień
Chowają swe głowy w piasek i mają
Nadzieję, że pozbędą się swych kłopotów
Przestają żyć życiem, któremu nie potrafią sprostać,
Zamykają swe serca na klucz a swe dusze
Za ciężkimi złotymu drzwiami.
Ale kiedy to wszystko zamienia się
W ruinę, to marzenia umierają
Czy wasze dusze pozostają jednak mocne -
Czy możecie chodzić z podniesionym czołem
I patrzeć za siebie bez wstydu
Z sumienim tak czystym jak wasze ideały i cele
Gdzie pójdziecie przy końcu dnia
Kiedy wasz świat legnie w gruzach
Czy potraficie się podnieść,
Otrzeć łzy z oczu
Czy potraficie wdrapać się na wzgórze?
"Skrót Dokądś"
On był upadłym aniołem
Z wieży Bełkotu
Rozwieszonym na drutach wysokiego napięcia
Jeszcze jednym zdobywcą horyzontu
Nieskalanym obcym
Legendą końca dzikiego zachodu.
Tak więc kiedy biegniesz w podmuchu
Szalonej gonitwy weteranów pozostaje
Tylko jedna rzecz do zrobienia
Wziąć głęboki oddech, odpłynąć Merkurym
A wszystko stanie się jasne.
To nie żaden Easy Rider ani Midnight Cowboy
Zajął swe miejsce na linii startu
Ponieważ on zostawił cię w tyle ze swoją sławą
Lone Ranger ciągle żyje w naszych umysłach
Tak więc, kiedy rozwiążesz problemy
Obliczysz punkty widzenia
I ukończysz wszystko co chciałeś
Weź głęboki oddech, odpłyń Merkurym
W ten jedyny sposób, jaki kiedykolwiek znałeś.
Każdy chce jakiegoś skrótu dokądś
Każdy potrzebuje kogoś kogo będzie naśladować
Każdy szuka swego bohatera
Czy nie ma miejsca, gdzie można by go znaleźć?
Wystukując obcasami uliczny ruch
Wystukując miastowe niedostatki
Dla tych którzy wczoraj byli nikim
Ci niechętni młodzi bohaterowie
Potrzebujący świata, aby wydostać się
Z tego bałaganu.
Tak więc, kiedy biegniesz w podmuchu
Szalonej gonitwy weteranów pozostała
Tylko jedna rzecz do zrobienia
Weź głęboki oddech, odpłyń Merkurym
A wszystko stanie się jasne
"Jeszcze Jeden Mord Dnia"
Porcelanowa biel marzeń skrywa się
Poza jej porcelanowo - niebieskimi oczyma
Jej przyszłość owinięta jest w aksamit
A jej wspomnienia w ciepłą watę.
Fusy z kawy grzebią godziny, które
Zabiła mordując dzień.
Jej cierpliwość zaczyna się kruszyć,
Jak skała, która zamienia się w piasek,
A czas rozpada się na sekundy,
Kiedy czeka na mężczyznę.
Patrzy na drzwi, a równocześnie sprawdza
Faceta, którego pijana wyobraźnia
Wspina się w górę po jej jedwabistym udzie,
I papierosy są pogrzebane w godzinach
Które zabiła mordujc dzień.
Jej cierpliwość zaczyna się kruszyć jak skała,
Która zamienia się w piasek,
A czas rozpada się na sekundy,
Kiedy czeka na mężczyznę.
Drży oblana zimnym potem,
Którego stara się nie zauważać
Zaciskając swe trzęsące się palce
Na żetonach do telefonu,
Potrzebuje go bardziej niż się do tego przyzna
I bardziej
Niż inni powinni o tym wiedzieć,
Ma nadzieję, że skurcze, które ściskają
Jej żołądek to tylko motyle,
Motyle przelatujące każdego dnia,
Kiedy czeka na mężczyznę,
Który ma przyjść.
Modli się, aby nikt nie zwrócił uwagi
Na to jak rozmawia przez telefon,
Jak bawi się numerem
I że nie wpada w panikę,
Modli się aby światła pozostały zielone
Przez całą noc, aby ruch uliczny
Nie stanął i skurcze, które ściskają żołądek
Były tylko motylami, motylami
Przelatujcymi każdego dnia
Kiedy czeka na mężczyznę,
Który ma przybyć.
On stoi tam za drzwiami
Ona sięga po swój płaszcz, aby iść
I wchodzi w sen
Wędruje we śnie.
Sunie do domu poprzez oświetlone
Neonami wąskie uliczki
Flirtuje z cieniami i chodzi dookoła
Ofiar tej nocy,
Która będzie spać w ciągu dnia,
Która wyrzuci swych uchodźców
I pozbędzie się swego gruzu.
Przekręca klucz w zamku otwierając drzwi
Do baśniowego świata, którego
Broni przy pomocy swych duchów
Wiernych rodzin doglądających jej
Przybytku na łatanej kołdrze
Obserwując rytuał w cichej litości i modlitwach
Na oświetlonych świeczkami krawędziach
Zaciskającego się kręgu
Układa wypłowiałe i pożółkłe zdjęcia
Wspomnienia, które pozostały
Po jej przyjaciołach i rodzinie
Z szacunkiem przybija do ściany.
Pogania dźwięk płynący z radia
I wypędza hałas świata w którym żyje,
Jej sumienie jest świadkiem,
Jej życie jest jej sądem, a mężczyzna, którego
Zostawiła, kiedy czekał, czeka, aby
Zamordować dzień.